Porty pustoszeją. Tłumy znikają. Zostaje woda, wiatr i światło — to ostatnie inne niż latem, niższe, cieplejsze, jakby przygotowywało się do zimy.
Woda ma jeszcze 18–20 stopni. Można się kąpać. Można płynąć cały dzień bez czekania na śluzy. Można zacumować w miejscach, w których w sierpniu nie ma już gdzie wbić bosaka.
To nie jest pocieszenie po lecie. To inny rejs. Cichszy, wolniejszy, bardziej Twój.
























